W najnowszej książce poświęconej Karolowi Nawrockiemu pojawił się wyjątkowo mocny i budzący emocje wątek z czasu kampanii prezydenckiej. Chodzi o nagłe zasłabnięcie, utratę przytomności i gwałtowne objawy, które miały wystąpić podczas jednego z wyjazdów na Dolnym Śląsku. Opis sprawił, że w sieci natychmiast zaczęły pojawiać się spekulacje o możliwej próbie otrucia.
Fragment pochodzi z książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki”, przygotowanej w formie wywiadu rzeki przez profesora Andrzeja Nowaka i wydanej przez Biały Kruk. To właśnie tam Nawrocki wraca do jednego z najbardziej dramatycznych momentów swojej kampanii, który – jak sam podkreśla – zapamiętał bardzo wyraźnie.
Z relacji wynika, że do zdarzenia doszło na trasie między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Najpierw odbyło się spotkanie pod ratuszem w Ząbkowicach Śląskich, mimo trudnych warunków pogodowych i intensywnego deszczu. Po krótkim wystąpieniu kandydat miał wsiąść do autobusu, który miał zawieźć go na peron, skąd planowano przejazd zwykłym pociągiem regionalnym.
To właśnie wtedy – według opowieści Nawrockiego – pojawiło się nagłe i bardzo silne pogorszenie samopoczucia. Polityk mówi o gwałtownym osłabieniu, które porównuje do ciosu w szczękę. Wspomina, że czuł się tak, jakby jego organizm nagle „się wyłączył”. Mimo prób zachowania normalności szybko stało się jasne, że sytuacja jest poważna.
Nawrocki relacjonuje, że poprosił o wodę i próbował jeszcze funkcjonować, ale po chwili zaczął tracić kontakt z rzeczywistością. W autobusie miał położyć się na tylnej kanapie, a następnie stracić przytomność. Gdy się obudził, jak twierdzi, wokół niego stali najbliżsi współpracownicy, którzy byli wyraźnie przerażeni.
Opis tego epizodu jest bardzo dramatyczny. W książce pojawiają się informacje o gwałtownych wymiotach, chaosie w autobusie i całkowitym wyłączeniu z normalnego funkcjonowania. Współpracownicy mieli porównywać tę scenę do filmowego horroru. Sam Nawrocki zaznacza, że nigdy wcześniej nie przeżył czegoś podobnego.
W publikacji znalazł się również wątek ostrzeżeń, które – według relacji prezydenta – miał słyszeć już wcześniej od ochrony. Mówiono mu między innymi, by unikał całowania kobiet w rękę, bo taki gest mógłby zostać wykorzystany do podtrucia. Nawrocki przyznaje jednak, że mimo takich przestróg nadal zachowywał się tak jak wcześniej.
Najmocniejszy komentarz padł jednak ze strony profesora Andrzeja Nowaka. W materiale wideo towarzyszącym książce historyk stwierdził wprost, że mogło dojść do próby otrucia Karola Nawrockiego. Według tej interpretacji miałoby chodzić o próbę wyeliminowania go z kampanii w momencie, gdy stawał się coraz poważniejszym kandydatem do zwycięstwa.
Na tym etapie nie pojawiły się jednak oficjalne ustalenia służb, które potwierdzałyby taką wersję wydarzeń. Dlatego sprawę należy traktować jako relację zawartą w książce oraz opinię profesora Nowaka, a nie jako przesądzony fakt. Sam opis pozostaje jednak na tyle mocny, że już teraz wywołuje ogromne poruszenie.
Cała historia wraca w momencie, gdy Karol Nawrocki notuje wysokie wyniki w sondażach zaufania. To dodatkowo podbija zainteresowanie fragmentami książki, które cofają czytelników do jednego z najbardziej niepokojących momentów kampanii.
Bez względu na interpretację, opisana scena robi ogromne wrażenie: nagłe zasłabnięcie, utrata przytomności, gwałtowne objawy i strach współpracowników tworzą obraz zdarzenia, które mogło mieć bardzo poważne konsekwencje. Teraz pozostaje pytanie, czy sprawa była kiedykolwiek szczegółowo badana i czy pojawią się dalsze wyjaśnienia.
