Minęło zaledwie kilka miesięcy od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta.
Kohabitacja z rządem Donalda Tuska wciąż wywołuje ogromne emocje.
Wielu spodziewało się twardego sporu o politykę zagraniczną.
Tymczasem Pałac Prezydencki wykonał ruch, który zaskoczył komentatorów.
Wybory z 1 czerwca 2025 roku zapowiadały trudny okres współpracy.
Nawrocki objął urząd w atmosferze ostrej rywalizacji politycznej.
W ostatnich miesiącach obserwowaliśmy tarcia o nominacje ambasadorskie.
Spory o ustawy stały się codziennością życia politycznego.
W tle narasta jednak presja związana z sytuacją międzynarodową.
Konflikt za wschodnią granicą wymusza jedność instytucji państwa.
Rosja, mimo strat, pozostaje realnym zagrożeniem.
Waszyngton coraz mocniej naciska na zakończenie działań wojennych.
W takich okolicznościach Polska musi mówić jednym głosem.
W przeciwnym razie łatwo zostać zepchniętym na margines rozmów.
Amerykański plan pokojowy wymaga ogromnej elastyczności dyplomatycznej.
Kraje regionu muszą znaleźć wspólny język z mocarstwami.
Włączenie Polski do grona negocjatorów nie było oczywiste.
Potrzebne są doświadczenie, sieć kontaktów i zdolność budowania koalicji.
W tym kontekście ruch prezydenta był zaskoczeniem.
Nawrocki zdecydował, że to nie on będzie twarzą rozmów o „wielkim resecie”.
Rolę głównego negocjatora otrzymał Donald Tusk.
Ta decyzja otworzyła premierowi przestrzeń do samodzielnych działań.
Tusk ma rozbudowane relacje w instytucjach UE.
Utrzymuje też mocne kontakty z administracją amerykańską.
Zaskakujący mandat zaufania ze strony prezydenta ma znaczenie symboliczne.
Obecność Tuska przy stole negocjacyjnym to sygnał dla Zachodu.
Pokazuje, że w sprawach bezpieczeństwa Polska potrafi działać spójnie.
To także strategiczny podział ról, a nie rezygnacja prezydenta z wpływu.
Trzeba pamiętać, że stawka tych rozmów jest ogromna.
Niepowodzenie obciążyłoby głównego negocjatora.
Zgoda na niekorzystne warunki mogłaby stać się polityczną katastrofą.
Tusk podejmuje misję, która może zdefiniować jego polityczne dziedzictwo.
Wielu wskazuje, że jego pragmatyzm sprzyja rozmowom tego typu.
Politycy prawicy mieliby mniejsze pole manewru ideowego.
Dlatego włączenie Tuska to także test skuteczności polityki „powrotu do głównego nurtu”.
W Pradze prezydent został zapytany o rolę państw V4.
Nawrocki otwarcie powiedział, że nie on odpowiada za działania „koalicji chętnych”.
Podkreślił, że to premier prowadzi rozmowy o bezpieczeństwie i planach pokojowych.
Pałac Prezydencki zajmuje się przekazywaniem stanowiska rządu na forach międzynarodowych.
Prezydent zaznaczył, że tak działa od trzech miesięcy.
Wyjaśnił również swoje osobiste ograniczenia.
Jako były szef IPN znajduje się na rosyjskiej liście ściganych.
Stwierdził, że czyni to z niego „nie najlepszego negocjatora”.
Uznał za naturalne, że rozmowy prowadzi osoba pozbawiona takich obciążeń.
Nawrocki przyznał, że jego rola jest inna niż rola premiera.
Sam koncentruje się na prezentowaniu polskiego stanowiska na arenie międzynarodowej.
Tusk natomiast bierze na siebie ciężar technicznych uzgodnień i kontaktów z mocarstwami.
